wtorek, 29 stycznia 2013

Motywacyjne zakupy

Zdarzają się Wam?
Dziś dla odmiany uległam... Koszula jeansowa, w pięknym odcieniu i cudownie taliowana! Co prawda, materiał przy zapiętych napach nie wygląda tak jak powinien - ale pierwszy raz widząc odbicie w lustrze przymierzalni miałam w głowie hasło: "Przecież walczę! Za kilkanaście dni będzie super!"
 
Raczej nigdy nie byłam ich zwolenniczką i nie zdarzało mi się nic kupować z myślą, że a nuż uda mi się schudnąć i będzie leżeć jak ulał! 
Inną kwestią jest to, że Grubaski mają tendencje do noszenia ciuchów albo kilka rozmiarów za małych (bo najważniejsze, że wcisnęłam się!) i wyglądają przy tym jak szaszłyki lub ludziki Michelin, bądź też wręcz przeciwnie - namiot. a im większy tym lepszy bo wszystko zakryje! 


Zaprawdę powiadam Wam: czyste brednie i pierdolety!
a diabeł się cieszy...


Ważne by poznać przede wszystkim typ swojej sylwetki, jej atuty i umieć je odpowiednio podkreślić, wtedy to co niekoniecznie jest warte chwalenia się zaczyna być mniej widoczne.
W dzisiejszych czasach w necie można znaleźć wszystko: wskazówki jak się przypisać do odpowiedniego typu, jakie triki stosować dopierając stroje, czego unikać a co podkreślać - nie jesteśmy z tym same, a przy takiej wiedzy nawet rozmiar 52 może wyglądać apetycznie i kusząco! Sama to przerabiałam... :)


Początki 2013

Nie wiem czy udałoby mi się doliczyć ile razy próbowałam coś na pisać od kiedy nastał 2013 rok... ale w końcu motywacja jest do zmian, okres świąteczno-urodzinowo-imieninowy też już zakończony, wiec można porządnie zabrać się za to co już dawno powinno być realizowane.


Na dzień dobry powrót córy marnotrawnej pod opiekę endokrynologa, żeby gospodarka hormonalna w końcu zaczęła pracować tak jak powinna - bez tego to i na samej sałacie daleko nie zajadę.
Następny w kolejce będzie dermatolog i jeszcze kilka innych białych fartuchów. ;)

Nowością będzie zmiana podejścia. Zero wielkich obietnic dla samej siebie, które z czasem zawsze przeradzały się w ściemy i udawanie. Teraz? Małe kroczki i drobne cele prowadzące do tego jednego upragnionego. Może to przyniesie lepszy rezultat?

Przy okazji ostatnich naprawdę szczerych rozmów ze znajomymi na temat odwiecznego odchudzania, silnej woli lub jej braku i całej reszcie naszło mnie na mocne zastanowienie się nad sobą i tym co ja do cholery wyprawiam z własnym życiem?! NAJBARDZIEJ przeraziło mnie jedno, co teoretycznie od razu spisuje moje próby i wysiłki na marne: ciężko mi o uwzględnienie jakiejkolwiek motywacji na tyle silnej by mnie utrzymała przy działaniach wystarczająco długo. Straszne.
Jednak nie widzę opcji pod tytułem: "Poddaję się!". Wolę próbować po raz enty, ale jednak zawsze. Nie godzę się na to by wyglądać tak już zawsze.